alan-turingElżbieta II pośmiertnie ułaskawiła Alana Turinga – wizjonera i ojca epoki komputerów, genialnego matematyka i kryptologa oraz homoseksualistę, którego w 1952 r. skazano za utrzymywanie stosunków z mężczyznami, poddano chemicznej kastracji i doprowadzono do samobójstwa.

O łaskę dla Turinga wnioskował minister sprawiedliwości Chris Grayling, który mówił, że był to niezwykły człowiek o niezwykłym umyśle. Minister i królowa nie byli pierwszymi politykami, którzy przypomnieli sobie o kryptologu, znanym m.in. z tego, że odegrał pierwszoplanową rolę w złamaniu niemieckiej Enigmy.

Wcześniej przepraszał Gordon Brown. W 2009 r. premier mówił: „Jestem dumny, że mogę powiedzieć przepraszam. Zasłużyłeś na o wiele więcej”. Jednak gest królowej ma dodatkowe znaczenie. Przede wszystkim dlatego, że kiedy Turing odbierał sobie życie, na brytyjskim tronie od niedawna zasiadała Elżbieta II. Dziś ta sama monarchini rehabilituje człowieka, którego jedyną winą było to, że nie pasował do oficjalnej wiktoriańskiej moralności i nie widział w tym nic wstydliwego.

To pokazuje, jak wiele i jak szybko zmieniło się w Wielkiej Brytanii. Dziś może nam się wydawać, że brytyjska tolerancja jest czymś oczywistym. Jednak to nowa historia. Zakończenie czasów wiktoriańskich odtrąbiono dopiero w latach 1960., po słynnym procesie „Kochanka Lady Chatterley”, na długo po śmierci samej królowej Wiktorii. Kara więzienia za utrzymywanie stosunków homoseksualnych w Anglii groziła jeszcze w pierwszej połowie lat 1960., a w Szkocji prawo zmieniono dopiero w 1981 r.

OJCIEC KOMPUTERÓW

Alan Turing był jednym z najwybitniejszych matematyków XX wieku. Należał do największych wizjonerów ubiegłego stulecia. Gdy Barack Obama starał się podkreślić znaczenie Brytyjczyków dla światowej nauki, wybrał – choć może raczej wybrał mu ich ten, kto pisał przemówienie – trzech: Isaaca Newtona, Karola Darwina i właśnie Turinga. Tego ostatniego przede wszystkim za stworzenie koncepcji „maszyny uniwersalnej”, która stała się podstawą rozwoju technologii komputerowej.

Miał także ogromny wkład w alianckie zwycięstwo w II wojnie światowej. Turing kierował zespołem, który – korzystając z osiągnięć polskich matematyków oraz inżynierów Mariana Rejewskiego, Henryka Zygalskiego, Jerzego Różyckiego, Antoniego Pallutha i skonstruowanej przez nich bomby kryptologicznej – złamał szyfry niemieckiej Enigmy, co było jednym z przełomowych wydarzeń największego konfliktu XX wieku. – Można argumentować i argumentuje się, że w ten sposób Turing skrócił czas trwania wojny, a bez niego alianci mogliby jej w ogóle nie wygrać. To oczywiście spekulacje, ale nie wydaje mi się, żeby jego wkład dało się przecenić. Był ogromny – mówił David Leavitt, jeden z kilku biografów matematyka.

GENIUSZ KOCHAŁ MĘŻCZYZN

Na początku lat 1950. Turing pracował w Manchesterze. Ponoć bardziej odpowiadała mu atmosfera uczelni zlokalizowanej w przemysłowej części kraju, gdzie starano się znaleźć praktyczne zastosowania opracowywanych teorii, niż rozteoretyzowana alma mater, którą był Cambridge. Nie bez znaczenia było to, że pracowano tam wtedy nad komputerem i wykorzystywano koncepcję maszyny Turinga. Jej twórca był naturalnym członkiem zespołu. Ceniono jego niepospolity umysł, który przejawiał się w wielu dziedzinach, bo matematyk, kryptolog i teoretyk komputerów dał się poznać także biologom.

Jednak oprócz tego, że był genialnym naukowcem, był też człowiekiem, a wolny czas lubił spędzać w męskim towarzystwie. Pod koniec 1951 r. – Turing miał wówczas 39 lat – poznał Arnolda Murraya, chłopaka zaledwie 19-letniego. Między starszym naukowcem i nastolatkiem z robotniczej dzielnicy rozwinęło się coś w rodzaju romansu, choć w takiej sytuacji nie mogło być mowy o budowie „symetrycznej” relacji.

Powodów było wiele, a wśród nich choćby i to, że jeden miał pieniądzy więcej, niż potrzebował, a drugi nie miał ich w ogóle. Dlatego gdy po jednym ze spotkań Turing zaczął mówić o tym, że może pomóc Murrayowi zbudować lepszą przyszłość, przygotowując go do uniwersyteckich studiów, ten niespecjalnie się tym zainteresował. Wolał zajrzeć do portfela matematyka i samodzielnie odebrać swoje „honorarium”.

Gdy zniknął, a Turing zorientował się, że wraz z nim zniknęło też trochę pieniędzy, skontaktował się z chłopakiem i oskarżył go o kradzież. Murray się wyparł, a Alan dał się przekonać lub udawał, że dał się przekonać. Tak było mu wygodniej, bo dzięki temu nie musiał zrywać relacji z atrakcyjnym chłopakiem i mogli spotkać się znowu. Arnold już nie kradł, tylko pożyczał. Matematyk dawał mu pieniądze niechętnie, ale dawał. Do czasu, gdy pod koniec stycznia włamano się do jego mieszkania. Skradziono niewiele – wliczając w to wypitą przez włamywacza napoczętą flaszkę wiśniówki oraz trochę sztućców. W sumie wartość strat wyniosła 50 funtów, ale wśród skradzionych rzeczy był pamiątkowy zegarek, który Turing dostał od ojca i koniecznie chciał odzyskać. Podejrzenia padły oczywiście na Murraya, który ponownie wszystkiego się wyparł. Zaszantażował też Turinga, że pójdzie i opowie o wszystkim policji.

Mówił również, że on tego nie zrobił, ale wie kto. O Turingu opowiedział jednemu z kolegów – niejakiemu Harry’emu – który zaplanował włamanie do zamożnego patrona. Takie włamania były bardzo wygodne, ponieważ okradziony wiele ryzykował, zgłaszając się na policję. To groziło zdemaskowaniem, a zdemaskowanie więzieniem. Dlatego zwykle unikano zgłoszeń.

Harry nie przewidział jednak, że matematyk żyje w świecie uniwersytetu, a ten jest zawsze daleki od rzeczywistości.

OFIARA PRZESTĘPCĄ

Wykładowca zgłosił się na policję. Ta sprawdziła mieszkanie i zebrała odciski palców. Okazało się, że rzeczywiście należały do Harry’ego, i zaczęto drążyć.

– Skąd Harry znał Turinga? – Przez Arnolda. – Kim był Arnold? – Znajomym. – Jakim znajomym? Policjanci szybko zorientowali się, co to za znajomość. Mimo to niewiele mogliby zrobić, gdyby nie sam Turing, który do romansu się przyznał i opowiedział o nim ze szczegółami. Zrobił to, ponieważ był przekonany, że nie ma się czego wstydzić, a i nastawienie społeczne powoli się zmienia. Nie wziął pod uwagę, że jego znajomi z uczelni byli bardziej otwarci niż reszta społeczeństwa, a prawo pochodziło jeszcze z XIX wieku.

Dzięki temu detektywi mogli zapisać w aktach rozwiązaną sprawę – zagrożoną wyrokiem do 2 lat – i dołożyć kolejną, gdy zatrzymali 19-letniego Arnolda Murraya. Homoseksualiści byli zresztą łatwym celem i za ich pomocą często poprawiano statystyki wykrywalności. Chłopak oczywiście potwierdził to, co mówił Turing, i przed sądem postanowiono postawić obydwu. Oskarżono ich o „rażącą nieobyczajność” i skorzystano z tego samego prawa, którego w 1895 r. użyto, by skazać Oscara Wilde’a. Zarzutów było dokładnie 12, a wszystkie takie same i różniące się jedynie datą. Prokurator pisał: „Alan Mathison Turing: 1. Dnia 17 grudnia 1951 r. w Wilmslow, będąc mężczyzną, popełnił akt rażącej nieobyczajności z Arnoldem Murrayem, osobą płci męskiej. 2. 17 grudnia…”.

W ten sposób wyliczono wszystkie stosunki pomiędzy mężczyznami. Alan mimo przyznania się przed policją w sądzie początkowo deklarował niewinność. Nie dlatego jednak, że twierdził, iż seksu z Murrayem nie uprawiał, a dlatego że nie uważał, by była to jakakolwiek „wina”. „Zaprzeczyć temu, co zrobił, byłoby kłamstwem” – pisał Andrew Hodges w „Alan Turing. The Enigma” i dodawał: „Jednak przyznanie się także było zaprzeczeniem wewnętrznemu poczuciu racji i temu, co powinien zrobić”.

Komentarze

comments

Odchudzanie na Allegro NAJTAŃSZE OFERTY:

KomentarzePaneleAllegro.pl

Strona "o mnie"Wszystkie aukcje

galeria aukcji