slavoj-zizekRywalizujący z chrześcijaństwem buddyzm w stylu New Age (niemający wiele wspólnego z właściwym buddyzmem, będący raczej swobodnym dostosowaniem różnych motywów religii Wschodu do naszej nowej globalnej cywilizacji i kreowanych przez nią potrzeb) jest dziś obiektem fascynacji jako sposób na zaakceptowanie rozwoju kapitalizmu finansowego i napięć związanych z postępem technologii. Nawet reżyser George Lucas nie oparł się jego wpływowi. Świadczy o tym „Zemsta Sithów”, ostatnia część sagi „Gwiezdnych wojen”, która wchodzi właśnie na ekrany kin całego świata.
Przedstawiając wreszcie w „Zemście Sithów” (trzeci epizod „pierwszej trylogii”) kluczowy moment całej sagi „Gwiezdnych wojen”, czyli przemianę „szlachetnego” Anakina w „złego” Lorda Vadera, George Lucas tworzy paralelę między jednostką i polityką. Na poziomie jednostkowym wyjaśnienie tej przemiany opiera się na pewnego rodzaju buddyzmie w wersji pop. „On zmienia się w Vadera – wyjaśnia Lucas – ponieważ przywiązał się do rzeczy. Nie udaje mu się oderwać od matki ani od przyjaciółki. Nie może odrzucić przedmiotów. To przywiązanie go zaślepia. A gdy jesteśmy ślepi, wkraczamy na drogę ku ciemnej stronie, ponieważ boimy się stracić to, co posiadamy”. W przeciwieństwie do tego nieprzyjemnego uwikłania Zakon Jedi jawi się jako zamknięta męska wspólnota, zakazująca swym członkom wszelkich więzów, jako nowa wersja wspólnoty Graala opiewanej przez Ryszarda Wagnera w „Parsifalu”.
Wyjaśnienie polityczne owej przemiany ujawnia jeszcze więcej: „W jaki sposób Republika przekształciła się w Imperium? (Pytanie analogiczne do poprzedniego: jak Anakin stał się Lordem Vaderem?). Jak demokracja przekształca się w dyktaturę? Nie dlatego, że Imperium podbiło Republikę, ale dlatego że samo jest Republiką”. Imperium rodzi się za sprawą wewnętrznego zepsucia Republiki: „Pewnego pięknego dnia księżniczka Leia i jej przyjaciele obudzili się ze słowami: To już nie jest Republika, to Imperium. Jesteśmy złymi ludźmi”. Błędem byłoby lekceważenie współczesnych konotacji, pobrzmiewających w nawiązaniach do starożytnego Rzymu, które pojawiają się przy okazji tej przemiany państw narodowych w globalne Imperium (podobne aluzje widzieliśmy ostatnio m.in. w „Gladiatorze” Ridleya Scotta). Problematykę „Gwiezdnych wojen” należy umieścić właśnie w kontekście dokonującego się niejako na naszych oczach przejścia od państwa narodowego do Imperium.
W „Gwiezdnych wojnach” sporo jest wzajemnie przeciwstawnych politycznych aluzji. Nadają one tej serii filmów „mityczną” siłę oddziaływania: wolny świat kontra Imperium Zła; debata nad państwem narodowym przywołująca tezy Pata Buchanana albo Jeana-Marie Le Pena; sprzeczności popychające osoby z kręgów arystokracji (księżniczka, członkowie elitarnego Zakonu Jedi) do obrony „demokratycznej” (choć jednocześnie wewnętrznie zepsutej i znajdującej się w stanie kryzysu) Republiki przeciw Imperium Zła; wreszcie ta zasadnicza refleksja: „to my jesteśmy źli”.Jak głoszą wszystkie te filmy, Imperium Zła nie leży gdzieś poza nami – jego pojawienie się zależy od tego, czy i jak my, „dobrzy”, będziemy je obalać. To pytanie dotyczy obecnej „wojny z terroryzmem”: w jaki sposób ta wojna odmieni nas samych?Polityczny mit nie jest narracją obdarzoną określonym znaczeniem politycznym, lecz pustym naczyniem, do którego wlewa się wiele różnych sprzecznych ze sobą znaczeń. „Mroczne widmo”, pierwszy odcinek „Gwiezdnych wojen”, dostarcza tu kluczowej wskazówki, przedstawiając „chrystusowe” cechy młodego Anakina – jego matka twierdzi, że jest on owocem „niepokalanego poczęcia”, a wygrany przez niego wyścig w widoczny sposób nawiązuje do sławnego wyścigu rydwanów z „Ben Hura”, tej „opowieści o Chrystusie” przedstawionej w taki sposób, by zrozumieli ją XX-wieczni Amerykanie.Ideologiczny wszechświat „Gwiezdnych wojen” odsyła do pogańskiego wszechświata New Age. Logiczne jest zatem, że centralna postać stanowi odbicie postaci Chrystusa. W wizji pogańskiej nadejście Chrystusa jest niesłychanym skandalem. W tej mierze, w jakiej „diabolos” (oddzielać, rozrywać) jest przeciwieństwem „symbolos” (łączyć, jednoczyć), Chrystus sam staje się figurą diaboliczną – w tym sensie, że przynosi „miecz, a nie pokój” i zakłóca istniejącą jedność. Wedle Ewangelii św. Łukasza Chrystus miał powiedzieć: „Jeśli ktoś przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”.Trzeba pamiętać, że stanowisko chrześcijańskie jest odstępstwem od mądrości pogańskiej. U swych początków chrześcijaństwo za najbardziej wzniosły akt uznało to, co pogańska mądrość potępiała jako źródło zła: gest oddzielenia, rozdzielenia albo związania się z jednym tylko żywiołem, co zakłóca całą równowagę żywiołów.Oznacza to, że należy przeciwstawić buddyjskie (czy taoistyczne) współczucie chrześcijańskiej miłości. Stanowisko buddyjskie jest koniec końców stanowiskiem obojętności – stanem, w którym wszystkie namiętności zostały wygaszone – podczas gdy chrześcijańska miłość jest namiętnością, której cel stanowi nadanie bytom hierarchicznego porządku relacji. Miłość jest przemocą – i to nie tylko w sensie bałkańskiego przysłowia „jeśli nie bije, to nie kocha” – przemoc miłości prowadzi do wyrwania bytu z jego kontekstu.W marcu br. kardynał Tarcisio Bertone na antenie radia watykańskiego ogłosił deklarację twardo potępiającą powieść Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci”, oskarżoną o to, że opiera się na kłamstwach i propaguje błędne nauki (takie mianowicie, że Chrystus miał poślubić Marię Magdalenę i mieć z nią dzieci). Śmieszność tego posunięcia nie powinna przesłonić faktu, że treść tej deklaracji jest w sumie prawdziwa: „Kod Leonarda da Vinci” wpisuje chrześcijaństwo w nurt New Age – pod hasłem równowagi między zasadą męską i żeńską.Wracając do „Zemsty Sithów”, można powiedzieć, że pozostaje wierna wspomnianym motywom New Age nie tylko za sprawą panującego w niej ideologicznego pomieszania, ale także za sprawą słabości narracji: przemiana Anakina w Lorda Vadera, kluczowy moment całej sagi, nie osiąga odpowiedniego stopnia tragicznej wielkości. Zamiast skupić się na pysze Anakina, która jest niepowstrzymanym pragnieniem działania, czynienia dobra, pójścia na całość w interesie tych, których się kocha (księżniczka Amidala), czego konsekwencją byłoby przejście na ciemną stronę – pokazuje się go po prostu jako niezdecydowanego bojownika, który schodzi na złą drogę, ulegając pokusie władzy i padając pod ciosem złego cesarza. Innymi słowy: George Lucas nie miał wystarczającej siły, by stworzyć r e a l n ą paralelę Republika-Imperium oraz Anakin-Lord Vader. To sama tylko obsesja Anakina na punkcie zła przekształca go w potwora…Jakie analogie można z tego wyprowadzić? Otóż w momencie, gdy „europejska” technologia i kapitalizm triumfują w skali całej planety, dziedzictwo judeochrześcijańskie jako „ideologiczna nadbudowa” wydaje się zagrożone przez atak „azjatyckiej” myśli New Age. Taoizm staje się właśnie hegemoniczną ideologią światowego kapitalizmu. Pewien rodzaj „zachodniego buddyzmu” jest teraz przedstawiany jako lekarstwo na stres związany z kapitalistyczną dynamiką. Miałby nam pozwalać oderwać się, zachować wewnętrzny spokój i funkcjonowałby w rzeczywistości jako jej doskonałe ideologiczne dopełnienie. Ludzie nie są już zdolni dostosować się do tempa technologicznego postępu i towarzyszących mu społecznych wstrząsów. Wszystko dzieje się zbyt szybko. Nawiązanie do taoizmu albo buddyzmu wskazuje wyjście z tej sytuacji. Zamiast przystosowywać się do tempa transformacji, warto raczej zrezygnować i „dać się ponieść”, zachowując dystans.Kuszące byłoby nawet wyciągnięcie przy tej okazji starej marksistowskiej kliszy religii jako „opium dla ludu”, jako wyobrażonego dodatku do ziemskiej nędzy. „Zachodni buddyzm” okazuje się więc najbardziej efektywnym sposobem pełnego uczestniczenia w kapitalistycznej dynamice przy zachowaniu pozorów zdrowia psychicznego.Jeśli potrzebny byłby dodatkowy kontekst dla trzeciej części „Gwiezdnych wojen”, mógłby nim być film dokumentalny Alexandra Oeya „Sandcastles. Buddhism and Global Finance” (Zamki na piasku. Buddyzm i globalny system finansowy), cudownie wieloznaczny wskaźnik naszej trudnej sytuacji ideologicznej, w którym przeplatają się komentarze ekonomisty Arnouda Boota, socjolog Saskii Sassen oraz nauczyciela buddyzmu tybetańskiego Dzongara Khyentse Rinpoche.Sassen i Boot dyskutują o zasięgu, władzy i efektach światowego systemu finansowego. Mówią o tym, jak rynki kapitałowe mogą w ciągu kilku godzin podnieść albo zniszczyć wartość całych społeczeństw czy gospodarek. Rinpoche przeciwstawia ich apokaliptycznym rozważaniom medytacje na temat natury ludzkiego postrzegania: „Uwolnijcie się – zachęca – od więzów z tym, co jest tylko percepcją, a nie istnieje w rzeczywistości”. W odpowiedzi Sassen zaznacza: „Światowy system finansowy jest zasadniczo całością, na którą składają się ciągłe ruchy. Wszystko tu pojawia się i znika”.W wizji buddysty niezwykły wzrost światowego bogactwa finansowego jest iluzoryczny, odcięty od obiektywnej rzeczywistości, od ludzkiego cierpienia, które wywołują transakcje zawierane w halach giełdowych i salach posiedzeń zarządów niewidocznych dla większości z nas. Jakiż mógłby być lepszy dowód na brak substancjalnego charakteru rzeczywistości niż gigantyczna fortuna, która może zostać zredukowana do zera w ciągu kilku godzin? Dlaczego żałować tego, że spekulacje na rynku kontraktów terminowych są „odcięte od obiektywnej rzeczywistości”, skoro ontologia buddyjska głosi, że nie ma „obiektywnej rzeczywistości”? Ten dokumentalny film dostarcza więc klucza do „Zemsty Sithów”. Krytyczna lekcja do zapamiętania jest następująca: nie powinniśmy angażować się duszą i ciałem w kapitalistyczną grę, ale zarazem możemy to robić, zachowując jednocześnie dystans wewnętrzny. Kapitalizm stawia nas bowiem wobec faktu, że przyczyną naszego zniewolenia nie jest obiektywna rzeczywistość jako taka (bo ona nie istnieje), lecz nasze pragnienie, chciwe pożądanie rzeczy materialnych i nadmierne przywiązanie do nich. W konsekwencji pozostaje nam jedynie zrezygnować z pragnienia i przyjąć postawę wewnętrznego pokoju.Nic dziwnego, że taki buddyzm-taoizm może funkcjonować jako ideologiczne dopełnienie liberalnej globalizacji: pozwala nam uczestniczyć w niej przy zachowaniu cały czas wewnętrznego dystansu. Owszem – bądźmy kapitalistami, ale oderwanymi, w stylu zen…
Slavoj Žižek „Le Monde Diplomatique”, 2005 przeł. Michał Warchala

Komentarze

comments

Odchudzanie na Allegro NAJTAŃSZE OFERTY:

KomentarzePaneleAllegro.pl

Strona "o mnie"Wszystkie aukcje

galeria aukcji