ofiara mediowBytowanie w mediach społecznościowych uświadomiło mi to, czego zawsze mocno się obawiałem śledząc rozwój technologii informacyjnej. Uczynienie z informacji najbardziej pożądanego towaru na rynku dóbr wszelakich doprowadziło do sytuacji, w której jesteśmy świadkami ogromnej umysłowej pauperyzacji całych społeczeństw. Nadmiar informacji połączony z wyuczoną orientacją merkantylną, która stała się znakiem tych czasów, spowodował wykształcenie się rzeszy osób kompletnie pozbawionych umiejętności krytycznego myślenia. Doszliśmy do punktu w którym nie istnieje już praktycznie żaden poważny, intelektualny dyskurs. Zastąpiony został on przez informacyjny cyrk wypełniony po brzegi skretyniałą do cna widownią: nieskalanymi najmniejszą myślą ludźmi-zombie, żywiącymi się jedynie obrazkami połączonymi z chwytliwymi nagłówkami.
Taka sytuacja niewątpliwie jest mocno na rękę wszystkim tym, którzy stoją gdzieś na najwyższych szczeblach władzy. Nie od dzisiaj bowiem wiadomo, że łatwiej steruje się tymi, którzy zbyt dużo nie myślą, nie pytają i nie analizują.
Kilka dni temu zdecydowałem się na mały eksperyment, który dał mi silne empiryczne podstawy do pisania takich słów. Wykorzystując kolejną wojną informacyjną (tym razem między przeciwnikami i zwolennikami imigrantów) postanowiłem spreparować kompletnie abstrakcyjny i wymyślony news (TUTAJ). Wybrałem więc dwa zdjęcia: jedno przedstawiało grupkę imigrantów, drugie zaś egzekucję wykonywaną przez członków ISIS. Na pierwszej fotce zaznaczyłem jakiegoś ledwie widocznego mężczyznę w czerwonej bluzie, następnie obrazek ten zestawiłem z drugim zdjęciem sugerując w opisie, że jeden z terrorystów i jeden z uchodźców to ta sama osoba. Nie było tam oczywiście podobieństwa, ani żadnego elementu uwiarygodniającego taki podpis pod zdjęciem. Oprócz tego dodałem do zdjęcia opis z którego wynikało, że przedstawia ono jednego z najbardziej poszukiwanych terrorystów nazwiskiem Abu Muhammad Al-Woitili. By historię uczynić jeszcze bardziej abstrakcyjną stworzyłem mini życiorys, który tak naprawdę był połączeniem życiorysów dwóch zupełnie innych terrorystów. Całość brzmiała wystarczająco niedorzecznie, mimo to, by jeszcze bardziej udowodnić swoją tezę, wplotłem pomiędzy kolejne zdania absurdalnego życiorysu taki oto tekst, w którym całkowicie zdemaskowałem swoje zamiary: „Dodałem ten wpis i to zdjęcie bo chcę zobaczyć ilu jest kretynów, którzy się na to nabiorą i nie czytając niniejszego tekstu oraz nie sprawdzając nigdzie przytoczonych tu faktów udostępnią ten obrazek dodając przy tym jakiś debilny komentarz. Tych wszystkich, którzy zwykli czytać opisy bardzo prosiłbym o nie komentowanie, że to fałszywka”. Jaki był efekt tego eksperymentu?3707d8f2be163bd14c78cf07586f13bb
Już chwilę po dodaniu obrazka na mój fanpage i 4-5 grup pierwsze osoby zaczęły udostępniać sensacyjną wiadomość o bardzo groźnym terroryście Al-Woitilim, który dotarł już do Europy. Ostatecznie obrazek został udostępniony 300 razy i uzyskał 60 000 odsłon, co zważywszy na relatywnie niezbyt dużą ilość fanów na rzeczonym profilu (ok. 1100) jest wynikiem bardzo dobrym. Udostępnianiu (tak jak zresztą przypuszczałem) towarzyszyły nierzadko różne antyislamskie komentarze. Zdarzało się, że wśród znajomych osób udostępniających znalazł się ktoś trzeźwo myślący, kto zasugerował aby ta czytała uważniej opisy. Nieraz jednak i to nie pomagało, a nawet jak pomogło to kończyło się jedynie nazwaniem twórcy owego obrazka „kretynem”, „idiotą”, bądź innym niezbyt pozytywnym określeniem. Dostało mi się też od kilku takich osób w prywatnych wiadomościach, gdzie robili ze mnie islamistę, a nawet osobę wynajętą do szerzenia dezinformacji. Oczywiście bardzo podobny eksperyment mógłbym również przeprowadzić w drugą stronę i efekt z całą pewnością byłby podobny. Nie o sam przekaz jednak tutaj chodziło tylko o sposób jego odbioru. Bezkrytyczny, bezrefleksyjny, bezmyślny. Mój mały eksperyment miał dość wąski zakres jednak i bez niego mógłbym odnaleźć wiele innych przykładów obrazujących to, o czym napisałem w pierwszym akapicie. Przykład pierwszy z brzegu: któż z nas nie widział kiedyś zabawnych stron parodiujących portale informacyjne? Nie będę w tym miejscu żadnego reklamował, ale jest ich w naszym kraju kilka. Mechanizm funkcjonowania jest podobny: nazwa przypominająca np. znany tytuł prasowy, layout  jak w portalu informacyjnym etc. Z jedną małą różnicą: miejsce prawdziwych wiadomości zajmują informacje absurdalne, całkowicie wyssane z palca. Pod nimi zresztą znajduje się stosowna informacja dla tych toporniej myślących o tym, że dana strona jest jedynie parodią. Niestety zarówno ta informacja, jak i nawet najbardziej wymyślne i absurdalne nagłówki nie powstrzymują setek osób przed udostępnianiem i komentowaniem tych artykułów w sposób taki jakby miały przedstawiać prawdziwe wydarzenia. Inny przykład: wrzucając link na facebooka istnieje możliwość edytowania jego tytułu i opisu. Wrzucamy więc link do jakiegoś artykułu z dużego portalu w którym widzimy czarno-białe zdjęcie znanego aktora. Kasujemy tytuł artykułu i piszemy, że aktor ten zginął. Dodajemy krótki opis. Spreparowany link gotowy. Wrzucamy. Możemy być pewni, że spora grupa osób przyjmie tę informację za pewnik nie klikając w podany link. Zrobi to jedynie w oparciu o zdjęcie i nagłówek z krótkim opisem. Wyświetlony pod wiadomością adres dużego portalu dodatkowo spotęguje w niej wrażenie autentyczności owej informacji. Ta metoda była zresztą stosowana już w świecie polityki, choćby podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Szczególnym powodzeniem cieszyły się spreparowane linki w których jeden z kandydatów miał obrażać Polaków na emigracji. Fałszywy link udostępniano błyskawicznie i nabrały się na niego dziesiątki tysięcy osób.
Czy jest zatem jakaś nadzieja na zmianę takiego stanu rzeczy? Obserwując media i panujące w nich tendencje obawiam się, że opisane zjawiska będą się jedynie nasilały. Natłok informacji i poszukiwanie coraz to zwięźlejszych form ich przekazywania prowadzi nas niechybnie w całkowitą intelektualną przepaść. Upadek jest tuż tuż, a uchronić przed nim może jedynie całkowita transfiguracja języka mediów. Tylko czy można tutaj upatrywać jakiejkolwiek szansy zważywszy na fakt, że obecny stan rzeczy jest na rękę ludziom, którzy media kreują?

Komentarze

comments

Odchudzanie na Allegro NAJTAŃSZE OFERTY:

KomentarzePaneleAllegro.pl

Strona "o mnie"Wszystkie aukcje

galeria aukcji