wyzyskNorwegia żyje skandalem na tle złego traktowania polskich pracowników budujących sklep sieci Zara w Oslo.

Gazeta.pl przypomina, że hiszpański gigant odzieżowy Inditex jest właścicielem m.in. takich marek jak Pull & Bear, Bershka, Stradivarius, Oysho, Massimo Dutti oraz Zara. Sklep tej ostatniej sieci, zlokalizowany przy ulicy handlowej Bogstadsveien w stolicy Norwegii, poddano generalnemu remontowi. Zatrudniono do tego, za sprawą współpracującej z Inditexem spółki Kotablue, czternastu Polaków, sześciu Hiszpanów i pięciu Portugalczyków. Kiedy parę dni temu na teren budowy wszedł inspektor pracy, zastane warunki porównał do… Bangladeszu.

Polacy pracowali przez siedem dni w tygodniu po ponad 10 godzin dziennie, przekraczając dopuszczalne prawem 70 godzin oraz nie posiadając pozwoleń na pracę w weekendy. Co więcej – byli zatrudnieni nielegalnie, gdyż nie mieli wyrobionych norweskich dowodów pracy, co jest obowiązkiem pracodawcy.

Dalej, robotnicy zarabiali zaledwie jedną czwartą minimalnej pensji, jaka w Norwegii przysługuje osobie bez wykształcenia i z doświadczeniem w danej branży krótszym niż rok. Tymczasem budowlańcy mieli i dłuższy staż, i odpowiednie wykształcenie. Nie płacono im też za nadgodziny. Nie ma potrzeby dodawać, jak wyglądało przestrzeganie przez pracodawcę zasad BHP.

Norwegia, słynąca z cywilizowanego podejścia do warunków pracy i płacy, jest w szoku; o sprawie piszą główne gazety, mówi się o niej w telewizji. Tamtejsze związki zawodowe oraz urzędnicy zaoferowali pomoc, m.in. prawną, by choć częściowo zmazać plamę na norweskim honorze.

Portal informuje, że kontrola jest wynikiem interwencji Polaków, którzy byli poniżani przez kierownika budowy (m.in. ograniczaniem dostępu do toalet, windy i pomieszczenia socjalnego oraz nakazem przerzucania silnie pylących płyt gipsowych przy pozamykanych oknach). Po zgłoszeniu nadużyć już następnego dnia na miejscu pojawili się inspektorzy pracy, urząd skarbowy i policja. Nakazano natychmiastowe wstrzymanie wszelkich prac, hiszpańska korporacja ma też zwrócić robotnikom wszystkie pieniądze za przepracowane godziny i nadgodziny z wyrównaniem do minimalnej norweskiej pensji dla niewykwalifikowanej osoby. Dopiero gdy zaległe pieniądze trafią do pracowników, a inwestor dowiedzie, że wszystkie uchybienia wykazane w czasie kontroli zostały poprawione, możliwe będzie kontynuowanie remontu.

Firmie grożą kary ze strony norweskiej skarbówki i inspekcji pracy.
źródło: nowyobywatel.pl

Komentarze

comments