Komunitarystyczny fantazmat leżący u podstaw wszelkiego humanizmu można by tym samym sprowadzić do modelu społeczeństwa literackiego, w którym wszyscy uczestnicy w toku kanonicznych lektur odkrywają wspólną miłość do inspirujących nadawców. W centrum tak rozumianego humanizmu odkryjemy pewną sekciarską czy klubową fantazję – marzenie o brzemiennej w skutki solidarności potrafiących czytać wybrańców. W Starym Świecie, nawet jeszcze w przeddzień państwa nowożytnego umiejętność czytania oznaczała istotnie coś w rodzaju przynależności do owianej tajemnicą elity – znajomość gramatyki uchodziła niegdyś za kwintesencję czarodziejstwa: faktycznie już w średniowiecznej angielszczyźnie słowo grammar przekształca się w glamour1: kto potrafi czytać i pisać, temu łatwo przyjdą także inne niemożliwości. Osoby zhumanizowane to początkowo nie więcej niż pewna sekta zalfabetyzowanych, i tak jak w wielu innych sektach na światło dzienne wydostają się w niej projekty ekspansjonistyczne i uniwersalistyczne. Kiedy alfabetyzm stawał się fantastyczny i nieskromny, powstała mistyka gramatyki czy też liter, kabała, snująca marzenia o wejrzeniu w styl pisarski autora Świata.2 Natomiast gdzie humanizm stawał się pragmatyczny i programowy, tak jak w gimnazjalnych ideologiach obywatelskich państw narodowych w XIX i XX stuleciu, tam wzorzec społeczeństwa literackiego rozszerzał się, stając się normą społeczeństwa politycznego. Od tego czasu narody organizowały się jako bez reszty zalfabetyzowane zrzeszenia przymusowych przyjaciół, związanych przysięgą na wiążący w określonej przestrzeni narodowej kanon lektur. Obok wspólnych europejskich autorów antycznych zmobilizowano przeto teraz także klasyków narodowych i nowożytnych – których listy do publiczności zostają wywyższone przez rynek księgarski i szkoły wyższe do roli skutecznych motywów tworzenia narodów. Czymże innym są nowożytne narody aniżeli skutecznymi fikcjami czytającej publiczności, która poprzez lekturę tych samych pism staje się związkiem podobnie nastawionych przyjaciół? Powszechny obowiązek wojskowy dla młodzieży płci męskiej i powszechny obowiązek lektury klasyków dla młodzieży obojga płci charakteryzują klasyczny okres mieszczański, czytaj: epokę uzbrojonego i oczytanego humanitaryzmu, na którą dzisiejsi nowi i starzy konserwatyści spoglądają z nostalgią i jednocześnie bezradnie, zupełnie niezdolni, aby zdać sobie sprawę z sensu kanonu lektur w perspektywie teorii mediów – kto chciałby wyrobić sobie zdanie w tej kwestii, może przeczytać, jak żałośnie wypadły wyniki debaty narodowej, jaką usiłowano niedawno rozniecić w Niemczech, na temat rzekomej konieczności nowego kanonu literackiego.

Czas między rokiem 1789 i 1945 to istotnie szczytowy okres przyjaznych czytelnictwu humanizmów narodowych; w ich centrum rezydowała świadoma władzy i pełna samozadowolenia kasta filologów klasycznych i nowożytnych, przekonanych, że powierzono im zadanie inicjacji potomków w krąg odbiorów doniosłych grubszych listów. Ówczesna władza nauczycieli i kluczowa rola filologów brały się z ich uprzywilejowanej znajomości autorów, wchodzących w rachubę jako nadawcy fundujących wspólnotę pism. Co do swej substancji, mieszczański humanizm nie był niczym innym niż upoważnieniem do narzucania młodzieży klasyków i utwierdzania uniwersalnego obowiązywania narodowych lektur.3 Tym samym narody mieszczańskie byłyby same do pewnego stopnia produktem literackim i pocztowym – fikcjami brzemiennej w skutki przyjaźni z odległymi pobratymcami i połączonymi sympatią czytelnikami rozpalających wspólno-własnych autorów.

Jeśli epoka ta wydaje się dziś bezpowrotnie zakończona, to nie dlatego, że ludzie, kierowani jakimś dekadenckim kaprysem, nie są już gotowi do wyrabiania swego narodowego literackiego pensum; epoka mieszczańsko-narodowego humanizmu dobiegła końca, ponieważ sztuka pisania inspirujących miłość listów do narodu przyjaciół, nawet jeśli ćwiczono by ją z dawnym profesjonalizmem, nie wystarczy już, żeby zadzierzgnąć telekomunikacyjne więzy pomiędzy mieszkańcami nowoczesnego społeczeństwa masowego. Medialne ugruntowanie kultury masowej w Pierwszym Świecie po roku 1918 (radio) i 1945 (telewizja), i bardziej jeszcze aktualne rewolucje sieciowe oparły ludzką koegzystencję w obecnych społeczeństwach na nowych podstawach. Są one, jak można bez wysiłku pokazać, zdecydowanie post-literackie, post-epistemologiczne i w konsekwencji post-humanistyczne. Kto uważa przedrostek “post” w powyższych sformułowaniach za nazbyt dramatyczny, ten mógłby zastąpić go przysłówkiem “marginalny” – nasza teza brzmi zatem: nowoczesne wielkie społeczeństwa są w stanie produkować swą polityczną i kulturową syntezę poprzez media literackie, listowe i humanistyczne jedynie w sposób marginalny. Nie oznacza to bynajmniej kresu literatury, uległa ona jednakże dyferencjacji do postaci pewnej subkultury sui generis, i minęły dni przecenienia jej jako nosiciela ducha narodu. Społeczna synteza nie jest już głównie – nawet pozornie – rzeczą książek i listów. Prowadzenie objęły w międzyczasie nowe media polityczno-kulturowej komunikacji, które do skromnych rozmiarów ograniczyły schemat narodzonych przez pismo przyjaźni. Era nowożytnego humanizmu jako modelu szkolnego i edukacyjnego dobiegła końca, ponieważ nie da się dłużej utrzymać iluzji, że wielkie struktury polityczne i ekonomiczne można zorganizować według przyjaznego modelu towarzystwa literackiego.

Peter Sloterdijk

Peter Sloterdijk (ur. 26 czerwca 1947, Karlsruhe) – niemiecki filozof, kulturoznawca i eseista. Sloterdijk studiował filozofię, germanistykę i historię na uniwersytecie w Monachium. W 1975 otrzymał tytuł doktora nauk humanistycznych na uniwersytecie w Hamburgu. W 2001 został rektorem Państwowej Akademii Sztuk, będącej częścią Centrum Sztuk i Mediów w Karlsruhe.

Komentarze

comments