gilotyna-francuska

Gilotyna francuska

Pokazywanie przemocy towarzyszyło już odległym początkom kinematografii. Gdy kino było jeszcze zaledwie jarmarczną rozrywką ludzie znajdowali uciechę w oglądaniu krótkich filmików przedstawiających egzekucję, wypadki etc. Były one atrakcyjne gdyż pokazywały coś odległego, z czym zwyczajny człowiek nie spotyka się na co dzień. Zresztą przemoc i śmierć jako atrakcja pokazywane były znacznie wcześniej. Warto chociażby wspomnieć w tym miejscu o obyczajach towarzyszących ceremonii gilotyny w porewolucyjnej Francji. Wielką popularnością cieszyły się wówczas latarnie magiczne w których wyświetlano seanse z przeprowadzanych publicznie egzekucji oraz teatrzyki przedstawiające moment ścięcia. Zwyczaje te przyczyniły się do tego, że zarówno śmierć, jak i towarzysząca jej nieodzownie przemoc na stałe zadomowiły się w kulturze popularnej, a co za tym idzie również w filmie. Brytyjski antropolog Geoffrey Gorer uknuł nawet termin „pornografii śmierci”, który wydaje się idealnie pasować do przedstawionych zjawisk.

Kino eksploatacji zdaje się nierzadko nawiązywać do opisanych czasów gdy śmierć była ujmowana w kategoriach atrakcji. W nurcie tym przemoc znów zaczęła być pokazywana jako ciekawostka i miała zapewnić zwiększoną oglądalność. Wykształciło się kilka podgatunków, w których zaczęła ona odgrywać pierwszoplanową rolę.

blood-feast-poster

Plakat filmu „Święto krwi” („Blood feast”)

Gatunkiem najbardziej kojarzącym się z przemocą, wykształconym na gruncie kina eksploatacji jest Gore. Jego prekursorem był Herschell Gordon Lewis. W roku 1963 nakręcił on „Święto krwi” („Blood feast”) uważane do tej pory za pierwszy film tego gatunku. Przedstawiona w nim zostaje historia Fuada Ramzesa, który morduje młode dziewice, po czym zbiera ich kolejna części ciała w celu wskrzeszenia starożytnej bogini zła Ishtar. Sama historia schodzi tu jednak na drugi plan. Podobnie zresztą jak i strona techniczna. Całość nastawiona jest na pokazanie jak największej ilości krwi. Przez zdecydowanie większą część filmu widzowie mogą podglądać Ramzesa ćwiartującego swoje kolejne ofiary. Co ciekawe film mimo wielu niedoskonałości zdobył w ówczesnych czasach wielu fanów i zyskał status filmu w niektórych kręgach kultowego. Oprócz tego odniósł niezwykły sukces kasowy co spowodowało nagły rozwój kina ukazującego przemoc dla samej przemocy. Sam Lewis w swoich kolejnych filmach kontynuował to co rozpoczął w „Święcie krwi”. Epatował w nich brutalnością, przemocą, pokazaną na przeróżne sposoby. Filmy takie jak „Dwa tysiące maniaków” („Two thousand maniacs!”), „Czarodziej Gore” („The Wizard of Gore”) czy „Krwawa orgia” („The Gore Gore Girls”) przyciągały jednak wiele osób spragnionych widoku krwi przed ekrany kinowe. Filmy te wyświetlane były głównie w Grindhouse’ach lub kinach samochodowych. Ludzie z niezwykłym zainteresowaniem śledzili historię przepełnione torturami, rytualnymi mordami, gwałtami etc. Był to zresztą w Ameryce okres dość specyficzny, gdyż przez wiele wcześniejszych lat takich rzeczy w kinie zobaczyć zwyczajnie nie było można. Dlatego przyczyn popularności tych filmów szukać można w chęci zobaczenia czegoś co wcześniej było niedostępne, zakazane. Lata sześćdziesiąte przyniosły niejako większą swobodę twórcą. Swoboda ta połączona z całkowitym zniesieniem kodeksu Hayesa przyczyniła się do rozwoju gatunku gore. Pozwoliło to zaistnieć wielu twórcą, którzy minimalnymi nakładami finansowymi produkowali przepełnione przemocą filmy. Najwięcej z nich skupionych było wokół powstałej już w latach siedemdziesiątych wytwórni Troma.

Filmy powstające w wytwórni Troma miały w sobie wszystko co cechowało wówczas kino eksploatacji. Kręcone były przy bardzo niskich nakładach, bez szczególnej dbałości o środki techniczne. Przemoc, morderstwo były tu obok seksu dominującymi tematami filmów. Przedstawione były w niezwykle oryginalny sposób. Twórcy ze względu na niskie budżety filmów używali różnego rodzaju trików, które miały wywołać u widzów ból żołądka. Krew zastępowano syropem truskawkowym lub koncentratem pomidorowym, melon imitował głowę rozjeżdżaną przez samochód, a spaghetti nierzadko przedstawiało ludzkie wnętrzności.

Twórcy przedstawiający swoje filmy w wytwórni Troma wydawali się wychodzić z założenia, że film powinien pokazywać przemoc w sposób albo horrorowy, albo komediowy. Dość ciekawa jest również sama specyfika tych filmów. Przed nimi filmy eksploatacji pokazywały przemoc w pewnym określonym kontekście. A to była to przemoc nazistów, a to kanibali czy też krwawych zombie. W filmach Tromy twórcy, aby zwiększyć doznania widzów niejednokrotnie decydowali się łączyć te wątki w poszczególnych konfiguracjach. Spowodowało to wysyp filmów w których obok siebie zobaczyć można było chociażby stada zombie walczących z nazi-pielęgniarkami gdzieś w odległym kosmosie. Zresztą takie tytuły jak chociażby „Maniakalne pielęgniarki w poszukiwaniu ekstazy” („Maniacal Nurses Find Extasy”), „Surfujący naziści muszą umrzeć” („Surf Nazis Must Die”), czy „Morderczy kondom” („Das Killer Kondom „) wydają się przemawiać same przez siebie.

the_toxic_avenger

Plakat filmu „Toksyczny mściciel” („Toxic Avenger”)

Klasycznym filmem wytwórni, w którym przemoc stanowi główny motyw filmu jest „Toksyczny mściciel” („Toxic Avenger”). Jest to historia Melvyna Junko- młodego pomywacza w klubie sportowym Tromaville, który podczas próby samobójstwa wpada do roztworu z toksyną, która zamienia go w mutanta. Od tej pory zaczyna likwidować wszystkich „złych bohaterów” zyskując sobie sympatię mieszkańców miasteczka. Jego postępowanie motywuje również w dużej mierze chęć zemsty za krzywdy jakie zmuszony był przeżywać od najmłodszych lat. W filmie tym roi się wprost od rozbijanych głów (tę rolę spełniały oczywiście niezawodne melony odmiany kantalupa) i hektolitrów przelanej krwi. Mimo to co ciekawe przemoc jest tu niejako usprawiedliwiana. Jest środkiem do celu jakim jest zemsta głównego bohatera na swoich oprawcach i innych przestępcach prześladujących mieszkańców miasteczka.

Zarówno w opisanym wyżej, jak i w wielu innych filmach spod znaku Tromy przemoc jest traktowana nierzadko ze swoistym przymrużeniem oka. Niejednokrotnie filmy te wydają się balansować na pograniczu gore i komedii. Przemoc często jest eksploatowana dosadnie, wraz z najdrobniejszymi szczegółami. Zabójstwa są bardzo efektowne, mimo to nie trudno odnieść wrażenie, iż twórcy starają się aby widz odczuwał pewien dystans wobec świata przedstawionego.

Zdecydowanie mniej zdystansowane i bardziej dosłowne w prezentowaniu przemocy są filmy z podgatunku Nazi-exploitation. Te mocno fetyszyzowane (szczególne podkreślenie roli munduru) produkcje przepełnione są niezwykle brutalnymi, czasami wręcz sadystycznymi scenami przemocy.

elza-wilczyca-ss

Plakat filmu „Elza, wilczyca z SS” („Elsa, Fräulein SS”)

Znamienitym przykładem postaci typowej dla Nazi-exploitation wydaje się być Ilsa. Klasycznym filmem prezentującym jej przygody jest „Elza, wilczyca z SS” („Elsa, Fräulein SS”). Ilsa ukazana zostaje tutaj jako niezwykle sadystyczna i zdeprawowana pani doktor, pracująca w obozie medycznym, gdzie przeprowadza się eksperymenty na ludziach wrogich nacji. Bohaterka niezwykłą satysfakcję znajduje w znęcaniu się zarówno nad kobietami jak i mężczyznami. Tych drugich zmusza do brania udziału w orgiach, po czym poddaje kastracji co mniej wytrawnych kochanków. Wszystko to ma swój kres, gdy do obozu przybywa Amerykanin Wolfe, który potrafi ujarzmić temperamentną lekarkę.

Cała seria filmów o przygodach Ilsy zasłynęła zresztą z niezwykłej brutalności. Przemoc była tutaj pokazywana w sposób o wiele bardziej realistyczny niż ma to miejsce w filmach Tromy. Bohaterka skupia się głównie na fizycznych torturach kobiet. Mężczyźni są przez nią postrzegani raczej bardziej w kategoriach obiektów seksualnych. Co ciekawe nie wszystkie filmy z serii dzieją się w obozach koncentracyjnych, a również na Syberii („Elza- Syberyjska tygrysica”), we wschodnim haremie („Elza- Strażniczka Haremu”), czy nawet w klinice psychiatrycznej („Elza- nikczemna strażniczka”). Wszystkie filmy łączy bezmiar przemocy opartej na podobnym schemacie: bohaterka torturuje swoje ofiary w murach różnego rodzaju instytucji.

Zarówno filmy z Ilsą, jak i inne produkcje nurtu Nazi-exploitation opierały się na podobnych zasadach fabularnych. Podobnie była w nich również eksponowana przemoc. Przeważnie wynikała ona z nierówności relacji panujących w jakimś zamkniętym miejscu. Agresorami byli przeważnie strażnicy więzienni lub lekarze, których władzę podkreślały starannie ukazywane mundury. Po drugiej stronie stali więźniowie, którzy nie mieli szans się bronić i zmuszeni byli do ulegania wszelkim torturom. Wszystkie te filmy również nie stroniły od ukazywania okrutnych eksperymentów medycznych wykonywanych na ludziach, czy też zbiorowych scen gwałtu. Wszystkie te elementy wpływają na to, że filmy te do dzisiaj cieszą się ogromnym zainteresowaniem, mimo że poruszana w nich tematyka szokuje i to nawet dziś gdzie przemoc jest niemal wszechobecna we wszystkich mediach.

Kolejnym podgatunkiem kina eksploatacji, w którym przemoc odgrywała rolę kluczową były filmy kanibalistyczne (Cannibal films). Powstały one z inspiracji innym podgatunkiem- Mondo Films. Filmy te wyróżniały się niezwykłą brutalnością, często operowały wręcz estetyką szoku. Nierzadko miały charakter filmów paradokumentalny. Ich akcja najczęściej rozgrywana była w deszczowych lasach puszczy amazońskiej, a oś fabularna oparta była przeważnie na zetknięciu się kultury białego człowieka (reprezentowanej przeważnie przez podróżników bądź antropologów) i amazońskich kultur prymitywnych. Ci drudzy ze względu na brak usankcjonowania jakichkolwiek reguł moralnych byli na ogół bardzo brutalni i okrutni.

cannibal_holocaust_1979

Plakat filmu „Cannibal Holocaust”

Zarówno „Cannibal Holocaust” jak i wszystkie inne filmy kanibalistyczne nastawione są na całkowite zaszokowanie widza. Przez to że operują środkami zbliżającymi je do filmów dokumentalnych wydają się bardziej realistyczne. Epatują przy tym przemocą na skalę do tej pory niespotykaną. Sceny, w których pokazane zostają m.in. brutalne rozpruwanie prawdziwych, żywych zwierząt, mogą u mniej wprawionych widzów spowodować poważne bóle żołądka.

noc-zywych-trupow

„Noc żywych trupów” („Night of the Living Dead”)

Ostatnim gatunkiem jaki chciałbym przytoczyć w kontekście przemocy w kinie eksploatacji są filmy o zombie (Zombie films). Pierwszym i zarazem najważniejszym z nich jest „Noc żywych trupów” („Night of the Living Dead”) George’a Romero. Reżyser pierwszy raz przedstawia w nim postać Zombie jako ożywającego umarłego, który stara się zaspokoić swój głód jedząc ludzkie mięso i mózg. Zarówno ten film, jego kontynuacje i wszystkie inne filmy o zombie mają podobną budowę. Grupka bohaterów jest prześladowana przez chordy ożywionych umarlaków, które usilnie starają się bohaterów ugryźć, aby Ci również stali się jednymi z nich. Zombie są jednak postaciami niezbyt szybkimi i ruchliwymi przez to często filmy z tego gatunku mogą być odbierane w sposób komediowy. Mylił by się ktoś, kto pomyślałby, że w związku z tym w filmach o zombie jest mniej przemocy niż w wyżej opisanych. Nic bardziej mylnego. Już pierwszy film Romero przepełniony jest okrucieństwem. Zombie podobne są opisanym wyżej dzikim plemionom, które za nic sobie mają jakiekolwiek normy moralne. Ich jedynym celem jest sadystyczne szlachtowanie swoich ofiar. Są przy tym niezwykle brutalne, widz może obserwować jak rozszarpują swoje ofiary lub wyjadają im mózg.

Jak widać na przykładzie przedstawionych powyżej podgatunków i filmów kino eksploatacji bardzo często sięgało po wątki przemocy. Zresztą można by jeszcze wymienić co najmniej kilka podgatunków, w których również nie obyło by się bez ukazywania przemocy (chociażby spaghetti westerny czy filmy Giallo). Jak widać również na podanych przykładach przemoc była serwowana widzom w skrajnie różnych postaciach. Spowodowane to było jak można się domyślić zainteresowaniem widzów tą tematyką wszak nie od wczoraj wiadomo że sex i przemoc to to co widzów pociąga najbardziej. W fimach eksploatacji widzowie dostawali to czego chcieli, mogli zobaczyć coś co było im niedostępne na co dzień, coś co nie wymagało od nich zbytniej uwagi, a jednak potrafiło zaspokoić ich ciekawość. Dlatego te wszystkie przepełnione przemocą filmy zdobyły tak wielką popularność, a ich twórcy wciąż mają wielu fanów i kontynuatorów swojego dzieła.

 

Autor: Łukasz Gajewski

Łukasz Gajewski

Dziennikarz, pedagog, kulturoznawca. Autor tekstów z obszaru kultury, psychologii, polityki, zdrowego trybu życia i mediów.
Zamieszkały: Bełchatów

Komentarze

comments