dario_argento

Dario Argento

Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte były dla kina włoskiego niezwykle obfite w debiuty młodych i zdolnych reżyserów filmowych. To wówczas świat usłyszał o takich twórcach jak Michelangelo Antonioni, Marco Bellochio, Bernardo Bertolucci, czy Pier Paolo Pasolini. Wszyscy oni stworzyli swoje autorskie wizje kina na stałe przechodząc do historii kinematografii. Trochę w cieniu tych wielkich twórców rozwijało się we Włoszech również kino gatunków. Na przełom lat 60-tych i 70-tych przypadł również debiut młodego reżysera Dario Argento. Już w pierwszych jego filmach widać było, że twórcy najbliżej do kina grozy. Potrzeba było zaledwie kilku lat aby reżyser stał się rozpoznawalny, zarówno we Włoszech jak i również poza swoim krajem jako jeden z współtwórców podgatunku określanego mianem Giallo (nazwa pochodziła od włoskiego słowa „żółty” i odwoływała się do koloru okładek książek

będących zbiorem przeróżnych, mrożących krew w żyłach historii wzorowanych na twórczości angielskiego pisarza Edgara Wallace 1). Podstawą fabularną tego gatunku było „ napięcie i towarzysząca widzowi niepewność. Częste mylenie tropów, chaos oraz prowadzące donikąd ślady były jednymi z najbardziej charakterystycznych i typowych sztuczek mistrzów tego gatunku. W rzeczywistości jednak Giallo to przede wszystkim sprawnie skonstruowana fabuła, której całość stanowi, złożoną z wielu trybików genialną machinę prowadzącą widza do zaskakującego finału”2.

profondo_rosso

Plakat filmu “Głęboka Czerwień”

Do dziś za najbardziej rozpoznawalny film Giallo, uchodzi nakręcona w roku 1975 właśnie przez Dario Argento produkcja „Głęboka czerwień”. Już po pierwszej scenie filmu nikt nie powinien mieć wątpliwość, że reżyser będzie opierał swój film na poetyce szoku. Widzimy przedstawioną w dość zawoalowany sposób scenę morderstwa. Widz widzi narzędzie zbrodni- zakrwawiony nóż spadający pod nogi dziecka. Następnie akcja przenosi się na zjazd parapsychologów, telepatów i jasnowidzów, gdzie poznajemy medium Helgę Ulman. Kobieta podczas wystąpienia przeczuwa, że ktoś czyha na jej życie. Wkrótce po pokazie ginie. Przypadkowym świadkiem morderstwa jest angielski pianista jazzowy, który wkrótce potem wraz z poznaną na miejscu zdarzenia wścibską dziennikarką rozpoczyna własne śledztwo. Już pierwsze sceny ukazują z jaką starannością i dbałością Argento zrealizował swój film. Początkowe ujęcia subiektywizujące pozwalają wczuć się widzowi w przedstawianą historię. W tym podążaniu za mordercom, oglądaniem szczątków przedstawionej historii jego oczami, reżyser wydaje się nawiązywać do filmów Alfreda Hitchcocka u którego to właśnie budowane w bardzo podobny sposób napięcie stanowiło oś wszystkich filmów. Pierwsze sceny pokazują również jak dużą rolę w filmie odgrywać będzie scenografia. Reżyser skupia uwagę na szczególe, operując dużą ilością zbliżeń: to na kapiący kran, na rękawiczki czy oko mordercy. Nastrój niepokoju pogłębia wprowadzając takie elementy jak rysunek dziecka przedstawiający scenę morderstwa, figurkę niemowlaka czy nóż. Całość momentami przywodzi na myśl ekspresjonistyczne senne wizje.
Co do samej fabuły to nie różni się ona za bardzo od większości filmów z gatunku Giallo. Po jednej stronie mamy niezwykle przebiegłego mordercę, który potrafi 
w niezwykle dyskretny sposób zakradać się za plecy ofiary, poza tym jest niezwykle okrutny, a do swoich przestępstw używa noża, albo innych ostrych narzędzi. Z drugiej mamy zaś osobę zupełnie przypadkowo wplątaną w intrygę kryminalną, która próbuje na własną rękę prowadzić śledztwo mające na celu złapanie mordercy (w tym wypadku jest to osoba pianisty Marcusa Daly’ego). Ciekawą rzeczą jest, że w „Głębokiej czerwieni” reżyser zdecydował się obsadzić w roli głównej Davida Hemmings’a. Tym samym aktor ten niemal skopiował swoją rolę z nakręconego 9 lat wcześniej „Powiększenia” Michalangelo Antonioniego, gdzie również wcielił się w rolę artysty przypadkowo zamieszanego w morderczą intrygę. Zrobił to na całe szczęście na tyle dobrze, że jego rola stanowi dość duży plus filmu. Trochę gorzej jest z innymi aktorami, którzy wydają się sprawiać momentami wrażenie nienaturalnie sztucznych. Jednak sztuczność ta może wynikać również z pewnej gry konwencjami jakiej dopuszcza się reżyser w tym filmie. Gra z różnymi konwencjami momentami ocierając się o camp. Stąd też może wynikać fakt, że niektórzy bohaterowie sprawiają wrażenie jakby za bardzo dramatyzowali.

Co do przemocy to jej w filmie nie brakuje i jest ona pokazana w sposób niezwykle dosadny. Podobnie jak w innych filmach gatunku również i w „Głębokiej czerwieni” nie brakuje litrów krwi przelewających się na ekranie. O ile jak już wspominałem w sposobie konstruowania napięcia i prowadzenia narracji Argento momentami przypomina Alfreda Hitchcocka o tyle w obrazowaniu scen przemocy jest o wiele bardziej dosłowny. Podczas gdy ten drugi pozostawiał w swoich filmach pewien element niedopowiedzenia, a samą scenę morderstwa bardziej sugerował, a nie pokazywał, tak twórca z Włoch od pokazywania scen morderstw nie stronił. Mało tego, niektóre z zawartych w filmie scen, jak chociażby ta w której morderca zabija współpracownika Helgi, podtapiania jednej z ofiar w na poły wrzącej wodzie czy też scena finałowa w której to morderca ginie z rąk głównego bohatera mogą przyprawić mniej wytrawnego widza o niemały ból brzucha.profondorosso-01

Na duże uznanie zasługuje muzyka ilustrująca film. Tym razem Argento nie podjął współpracy jak przy poprzednich filmach z Ennio Morricone, postanowił zaś zaufać Giorgio Gasliniemu i zespołowi Goblin. I był to strzał w dziesiątkę gdyż ta „niesamowita mieszanka rocka symfonicznego z psychodelią i jazz-rockiem ”3 świetnie wpasowała się w klimat filmu. Zresztą „muzyka ta przez cały czas nie daje zapomnieć, iż powstała jako ilustracja do horroru. Nawet więc gdy mamy do czynienia z fragmentami bardziej sielankowymi, w tle unosi się klimat niesamowitości i grozy”4. Szczególnie w pamięci zapada muzyczny lejtmotiv kołysanki przewijający się w całym filmie podczas scen zbliżania się mordercy.

Oprócz muzyki kolejnym niezwykle ważnym składnikiem podkreślającym na każdym kroku napięcie filmu są zdjęcia Luigi Kuveiller’a. Częste zbliżenia to na dzwoniący telefon, to na pot spływający po skroni bohatera, duża ilość montażowych przejść, wszystko to buduje swoistą atmosferę niepokoju. Podobnie jak puste przestrzenie, korytarz pełen niepokojących obrazów, opuszczony dom, barokowe wnętrza. Nastrój niepewności, napięcie niezwykle podkreślają również przedziwne figurki lalek, figurek jakby żywcem wyjętych z rytuałów voodoo i wielu im podobnych przewijających się przez cały film. Całe bogactwo symboli kieruję do odsłonięcia ostatecznej prawdy. Co ciekawe film jest tak skonstruowany, że wprawiony widz może odkryć prawdę o tożsamości mordercy już w początkowych scenach. Wystarczy jedynie uważnie podążać za sugestiami reżysera.

„Głęboka czerwień” to film zdecydowanie godny uwagi. Po części jast jakby mainstreamową odpowiedzią na „Powiększenie”, po części konstrukcyjnie przypomina trochę filmy Alfreda Hitchcocka, a również twórczość Edgara Allana Poe, do inspiracji, którym sam reżyser się przyznawał. Mimo to film ten ma w sobie również wiele oryginalnych rozwiązań. Dario Argento wielokrotnie powtarzał w wywiadach, że celem jego filmów jest zapewnienie rozrywki przez trzymanie w napięciu i straszenie widzów. „Głęboka czerwień” z całą pewnością w napięciu trzyma doskonale. Mimo kilku niedociągnięć formalnych momentami słabszego aktorstwa, dość przewidywalnego scenariusza, widocznym w niektórych momentach zamiłowaniem do kiczu czy pewnych drobnych niedociągnięć technicznych film jest taki jakim zdaje się chciał go widzieć reżyser. Nie brakuje mu klimatu, ogląda się do z dużym napięciem, tak że nawet najbardziej wybredny odbiorca znajdzie kilka „smaczków” dla siebie. Wszystko głównie dzięki wspomnianej wcześniej, świetnie dobranej muzyce legendarnej włoskiej kapeli Goblin, dzięki ciekawej pracy operatorskiej, przerażającej scenografii i ciekawej roli Davida Hemmings’a. To właśnie najprawdopodobniej wszystkie te elementy sprawiły, że film nawet dziś, w czasach kiedy przemoc na ekranie przekroczyła wszelkie tabu, jest bardzo chętnie oglądany, a przez dużą rzeszę fanów uznawany nawet za film kultowy.

Autor: Łukasz Gajewski

1http://horror.com.pl/publicystyka/art.php?id=36
2ibidem
3S. Chosiński, Głęboka czerwień Goblina, [w] Magazyn kultury popularnej Esensja, Luty 2004
4ibidem
Łukasz Gajewski

Dziennikarz, pedagog, kulturoznawca. Autor tekstów z obszaru kultury, psychologii, polityki, zdrowego trybu życia i mediów.
Zamieszkały: Bełchatów

Komentarze

comments