Budżet Obywatelski BełchatowaW tym roku w moim mieście władze pierwszy raz zdecydowały się na wprowadzenie budżetu obywatelskiego. Całość została poprzedzona olbrzymią kampania informacyjną, że oto teraz obywatele mają prawo głosu i mogą decydować o tym co się w mieście dzieje. PR-owy efekt musiał być bardzo dobry, gdyż już chwilę po pierwszej edycji miasto ruszyło z edycją drugą (termin zbliżających wyborów oczywiście nie jest tutaj przypadkowy). Co do obu edycji mam wiele zastrzeżeń i chciałbym niniejszym tekstem pokazać, jak obywatele robieni są w przysłowiowego balona i jak ze wspaniałej idei, jaką jest demokracja partycypacyjna można zrobić cyrk i polityczną hucpę. Przykład który opiszę będzie dotyczył Bełchatowa, sześćdziesięciotysięcznego miasta w województwie łódzkim. Mam jednak nieodparte wrażenie, że będzie można odnieść go również do innych miejsc w kraju.

Budżet obywatelski w teorii

Na oficjalnej miejskiej stronie promującej ideę budżetu obywatelskiego możemy przeczytać górnolotne teksty o tym, że jest to „proces, w którym mieszkańcy Bełchatowa biorą czynny udział w podejmowaniu decyzji, dotyczących spraw istotnych dla miasta”. Celem Budżetu Obywatelskiego jest zaś „stworzenie przestrzeni decyzyjności dotyczącej budżetu, w której współpraca między organami gminy a mieszkańcami jest jak najbardziej realna. Dzięki temu, z pełną świadomością można mówić o wzmocnieniu w Bełchatowie demokracji partycypacyjnej, w której to mieszkańcy mają istotny wpływ na decyzje podejmowane w tym mieście”.
W skrócie zatem Budżet Obywatelski ma być platformą w ramach której każdy mieszkaniec może zgłosić swój autorski projekt zmian w mieście. Projekt ten ma zostać rozpatrzony przez odpowiednią komisję, która ma ocenić jego poprawność merytoryczną i formalną. Projekty które przebrną przez to „sito” zostają skierowane do otwartego głosowania podczas którego mieszkańcy mogą wybrać ten „najlepszy”. I tutaj zaczynają się schody.

Budżet obywatelski, a publiczne instytucje
Pierwsza edycja Budżetu Obywatelskiego odbyła się w Bełchatowie w maju. Głównym beneficjentem akcji został Szpital Wojewódzki w Bełchatowie, czyli jednostka budżetowa. Wynik głosowania nie dziwi, bowiem zdrowie jest tym, za co przeciętny człowiek zapłaci każde pieniądze. Dziwi coś zupełnie innego. Jako obywatele płacimy niemałe podatki właśnie po to, by w szpitalach niczego nie brakowało. Jeśli szpital startuje w tego typu plebiscytach oznacza to mniej więcej tyle, że Państwo źle funkcjonuje. I tutaj przechodzimy do pierwszego paradoksu i zarazem ogromnej manipulacji. Bo oto wmawia się obywatelom, że mogą o czymś decydować, po czym wystawia się do głosowania „coś” co obywatelom się należy, bo za to płacą. Efekt jest taki, że z publicznych pieniędzy robi się to „coś” (co i tak powinno się bezwzględnie zrobić) jednocześnie wmawiając ludziom, że mają wybór. W ramach Budżetu Obywatelskiego obywatele nie powinni wybierać, który szpital, czy którą szkołę wyremontować. Za to płacą podatki i to powinno być robione bez żadnych plebiscytów! Powinni raczej wybierać projekty dotyczące tych aspektów życia, które są dobrami, że tak to ujmę „dodatkowymi”, czyli takimi, które na naszej piramidzie potrzeb plasują się gdzieś na samej górze. Będą to m.in. bezpłatne rowery miejskie, tematyczne miejsca rozrywki, innowacyjne rozwiązania komunikacyjne etc.

Sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą
W obecnej formie Budżet Obywatelski w moim mieście jest przesiąknięty polityką. Do cna. Gdy w pierwszej edycji jeden z bardziej kreatywnych radnych opozycji wpadł na pomysł złożenie wniosku dotyczącego roweru miejskiego zaraz okazało się, że oprócz niego identyczny niemal wniosek złożył radny koalicji. Gdy ten sam radny w drugiej edycji postanowił przygotować projekt znacznie bardziej niszowy to znów, po kilku dniach od złożenia, okazało się, że inny polityk partii rządzącej wpadł na podobną ideę. Jeszcze ciekawiej robi się gdy jakiś projekt zostanie wybrany. Wtedy lokalni politycy prześcigają się w tym, czyja to zasługa. Jeden mówi, że jego- bo projekt złożył, inna zaś twierdzi, że jego także gdyż na projekt sam głosował i do głosowania namawiał swoich znajomych. Wszystko to, gdy spojrzeć z boku, wygląda jak fragment dobrej komedii rodem z Monty Pythona.

Kpina z prawdziwej demokracji
Wyniki drugiej edycji ogłoszono wczoraj. Bez niespodzianek. Tym razem głównym beneficjentem szkoły, które tak, czy tak powinny być finansowane z budżetu miasta. Co ciekawe jednak zaraz po ogłoszeniu wyników w przestrzeni publicznej zaczęły się pojawiać bardzo ciekawe głosy, które dają ciekawy ogląd na to jak kształtuje się postawy „demokratyczne” wśród młodzieży. Pozwolę sobie przytoczyć kilka takich komentarzy, które świetnie pokazują, co obywatele mojego miasta myślą o takim budżecie „obywatelskim” :

„Dodać jeszcze warto, że jak “mierny” dyrektor szkoły nie potrafi sam, w ramach swoich obowiązków inwestycji “pozyskać”, to wykorzystuje się dzieci, gdzie za zebranie odpowiedniej liczby podpisów można punkty z zachowania uzyskać… W ten sposób dzieciaków uczy się “korupcji” i co się dziwić, że frekwencja w wyborach tak niska jest, skoro najmłodsze pokolenia uczymy, że nic za darmo nie ma…. A cierpią na tym prawdziwi społecznicy, którzy mają prawo czuć się zniesmaczeni. A tak na koniec, może warto się przyjrzeć, czy taka pani dyrektor w sposób uprawniony przetwarza dane osobowe….”.

„Podobno żaden uczeń nie został pominięty, żadnemu nie popuszczono, nawet tym co nie chcieli głosować… No i co się dziwić że taki wynik, a przecież uczniów mało nie jest… „

„Przynosi dziecko do domu karteczkę ze szkoły i mówi: jak zbiorę 10 podpisów pod tym projektem, to dostanę punkty dodatnie z zachowania. Tak, tak mówili uczniowe GP nr 3 w Bełchatowie. To, jak ktoś już nazwał wcześniej, jawna korupcja wśród dzieci. Tym powinien zająć się prokurator, a już na pewno kurator oświaty. Dyrektorka szkoły do dymisji!”.

„U mnie córka też przyniosła karteczkę i tak samo mi powiedziała. Moje zdumienie nie miało końca”.

„Jeśli naprawdę tak były zbierane głosy w II edycji BO to naprawdę III edycja nie ma sensu. Kto tym razem będzie zmuszał do oddawania głosów na konkretne projekty? Policja (przyjedziemy, ale musi pan/pani zagłosować na taki i taki projekt), a może straż (ugasimy pożar, ale musi najpierw pani/pan zagłosować)?! Najpierw szpital, teraz szkoła zmuszała do głosowania. W Bełchatowie Budżet Obywatelski nie ma sensu i mam nadzieje, że III edycji nie będzie”.

„Zgadzam się, że III edycja to będzie bezsens. Przecież nie o to chodzi, że w budżecie obywatelskim trzeba głosować pod przymusem na projekty związane ze szkołą czy szpitalem. Te placówki mają swoich dyrektorów i w zakresie ich obowiązków jest pozyskiwanie funduszy z zewnątrz na takie inwestycje. W takim przypadku sens traci składanie wniosków przez mieszkańców. Sama nazwa budżetu wskazuje, że powinno być coś zrobione dla mieszkańców na ich osiedlach. Na etapie weryfikacji wnioski, które wygrały obie edycje powinny być odrzucone i nie dopuszczone do głosowania”.

Epilog

Jeśli to o czym piszą mieszkańcy jest prawdą sprawą powinna zająć się prokuratura i GIODO. Tu nie ma najmniejszych wątpliwości. Czy tak się stanie, czy nie, to kolejny gwoździk do trumienki z napisem demokracja został wbity. I kolejna szlachetna idea, jaką jest Budżet Obywatelski zostałe rozmyta i rozmieniona na drobne. A szkoda.

Autor: Łukasz Gajewski

Łukasz Gajewski

Dziennikarz, pedagog, kulturoznawca. Autor tekstów z obszaru kultury, psychologii, polityki, zdrowego trybu życia i mediów.
Zamieszkały: Bełchatów

Komentarze

comments